Dywidenda narodowa

Dywidenda to z łaciny (dividendum) – rzecz do podziału. Co jest do podziału na skalę narodową?

Pojęcie dywidendy kojarzymy najczęściej ze spółkami i ich zyskami, bo dywidendę wypłaca się z zysku. Wysokość dywidendy wylicza się na podstawie rocznego wyniku finansowego spółki dzieląc ten wynik, tj. zysk, przez ilość akcji bądź udziałów. O wysokości dywidendy (dokładnie: o tym, jaka część zysku będzie przeznaczona na dywidendę) i terminie jej wypłaty decyduje walne zgromadzenie akcjonariuszy/udziałowców.

Zanim dojdziemy do dywidendy narodowej, trzeba wyjaśnić kilka pojęć. Całe społeczeństwo pracuje przez cały rok i po jego podsumowaniu powstaje – załóżmy – dodatni wynik, co oznacza, że wypracowaliśmy więcej niż w poprzednim roku, tzn. nastąpił wzrost PKB i PNB. Pomiędzy PKB (produkt krajowy brutto) a PNB (produkt narodowy brutto) różnica jest taka, że PKB oznacza wszystko, co zostało wytworzone w kraju (w Polsce), a PNB – wszystko to, co po wytworzeniu zostaje w kraju. Zatem PNB jest nieco mniejsze, ale właśnie to PNB nas tu interesuje.

Jeżeli więc PNB wzrosło i jest więcej dóbr (usług, towarów), to nasz centralny bank, czyli NBP, powinien dodrukować adekwatną ilość pieniędzy. Bo ilość pieniędzy w obiegu powinna być dopasowana do rozmiarów gospodarki, czyli do ilości wytworzonych towarów i usług. NBP musi więc w takiej sytuacji dokonać emisji wyrównawczej pieniądza.

Jeżeli np. wzrost PNB wyniesie 3%, oznacza to, że gospodarka polska (to, co pozostaje w Polsce) powiększyła się o około 50 mld złotych. NBP powinien w takim przypadku dodrukować 50 mld złotych.

I co się z tymi pieniędzmi dzieje? Muszą zostać wprowadzone do obiegu. Jak? Są trzy metody wprowadzania kwoty emisji wyrównawczej do obiegu krajowego:

  1. poprzez budżet – czyli metoda urzędnicza
  2. poprzez inwestycje (nowe, a także doinwestowanie państwowych spółek) – czyli metoda podażowa (doinwestowanie przemysłu, przedsiębiorstw zwiększa podaż)
  3. rozdanie ludziom/obywatelom – czyli metoda popytowa (przekazanie pieniędzy z emisji wyrównawczej ludziom zwiększa ich siłę nabywczą i popyt)

Jak to zwykle bywa, żadna metoda nie jest idealna. Najlepiej byłoby rozważyć mieszankę tych metod. Przykładowo: z naszych wyżej obliczonych 50 mld zł możemy wprowadzić do obiegu np. 10 mld przez budżet, 20 mld poprzez inwestycje, a 20 mld poprzez rozdanie ludziom (co oznacza, że każdy Polak dostanie 500 zł do ręki) – te 20 mld będzie wtedy dywidendą narodową.

W ostatnich latach pojawiają się – w związku z robotyzacją i automatyzacją produkcji oraz obawami, że coraz więcej ludzi będzie bezrobotnych, bo wyprą je maszyny – postulaty wypłacania ludziom tzw. gwarantowanego dochodu podstawowego. Niektórzy mieszają to pojęcie z dywidendą narodową, a czasem jeszcze z innymi pojęciami takimi jak gwarantowana emerytura, wynagrodzenie obywatelskie, grant powszechny. Funkcjonują też różne zasiłki. Można się w tym wszystkim pogubić.

Gwarantowany dochód podstawowy, choć dobrze brzmi, jest pewną pułapką. Bo jeżeli przyjmiemy, że taki gwarantowany dochód podstawowy miałby wynieść np. dwa tysiące złotych miesięcznie na osobę, to roczna łączna kwota potrzebna na jego wypłacanie wyniosłaby 38 mln x 12 miesięcy x 2000 zł, czyli 912 mld złotych. To ponad dwa razy więcej niż dzisiejszy roczny budżet państwa polskiego. Jeżeli odliczymy nawet zasiłki, emerytury i renty, część płac, to może nie wystarczyć. Co będzie, jeżeli zabraknie pieniędzy na wypłatę tego gwarantowanego dochodu? Katastrofa finansowa państwa. Dlatego nie wolno iść tą drogą.

W kilku krajach (np. Szwajcaria, Finlandia, Kanada) były robione przymiarki do pilotażowych programów podstawowego dochodu gwarantowanego, ale wszędzie się z tego wycofano.

Dywidenda narodowa pozbawiona jest tego ryzyka, bo dzieli się to, co jest realnie do podziału. Dlatego trzeba zawsze dokładnie sprawdzić, o czym ktoś mówi i jaki mechanizm ma na myśli. Są, bowiem, rozmaite środowiska kosmopolityczne, które dążą do wprowadzenia gwarantowanego dochodu podstawowego i do uzależnienia ludzi od wielkich korporacji, do swoistego „uciszenia” obywateli stałą kwotą, dającą minimum poczucia bezpieczeństwa na niskim poziomie egzystencjalnym.

Aby w ogóle dywidenda została wypłacona, muszą być spełnione następujące warunki:

  1. Podsumowanie wyników gospodarczych i finansowych państwa po zakończeniu roku oraz zatwierdzenie ich przez parlament,
  2. Pokrycie zobowiązań finansowych państwa,
  3. Pozostawanie kwoty „na plusie” po zrealizowaniu punktów 1 i 2,
  4. Odjęcie z tej kwoty środków na niezbędne inwestycje państwowe, o czym decyduje parlament
  5. Zdecydowanie przez parlament, ile procent pozostałej po punktach 1-4 kwoty będzie przeznaczona na dywidendę narodową.

Dywidenda narodowa w pewnym sensie konkuruje z płacami, a z kolei ponętna wydaje się idea gwarantowanego dochodu podstawowego. Lecz trzeba przeprowadzić bardzo żmudne i obszerne nie tylko kalkulacje finansowe, ale także wielowątkowe symulacje zachowań społecznych i ich wpływu na obliczenia finansowe.

Metoda popytowa wprowadzenia emisji wyrównawczej czy też np. gwarantowana emerytura pomogłyby zdecydowanie w obniżeniu tzw. lęków egzystencjalnych dużej części naszego społeczeństwa.

Dodaj komentarz