Manipulowanie nami – “dziel i rządź”

„Dziel i rządź” to stara i praktyczna zasada rozgrywania potyczek politycznych i militarnych, polegająca na skłócaniu różnych grup, frakcji, partii, stron sporu czy państw i wykorzystywaniu tego skłócenia dla swoich celów, np. dla zdobycia władzy lub wygrania wojny. Jest polskie przysłowie, które opisuje to od innej strony: Gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta. Tyle, że tu ten trzeci może być bierny i uczciwy, natomiast w przypadku stosowania zasady „dziel i rządź, ten „trzeci” jest manipulantem, aktywnym, cynicznym graczem.

Skłócający inne strony wobec siebie występuje przy tym albo jako „czynnik neutralny”, który czeka aż skłócone partie wyniszczą (wykrwawią) się nawzajem, albo jako rozjemca zwaśnionych stron, stojący ponad konfliktem, albo jako ten „niezbrukany” kłótnią.

Jako pierwsi zastosowali tę zasadę Rzymianie na Półwyspie Apenińskim.

„Dziel i rządź” to nie tylko hasło i nie berze się znikąd, lecz ma konkretne podłoże. Inaczej mówiąc, jeżeli jest czym i kim rządzić oraz jest kogo dzielić, to istnieje pokusa praktycznego zastosowania tej zasady.

Rządzenie to z jednej strony zarządzanie, ale z drugiej strony to rodzaj „rządu dusz”, czyli przyzwolenia społecznego, uzyskania „medialnej legitymizacji”, co oczywiście też jest często przedmiotem manipulacji. Chodzi, zatem, o uzasadnienie wobec społeczeństwa, dlaczego właśnie ta grupa, partia czy dynastia ma rządzić – np. dlatego, że właśnie nie była uwikłana w coś, w co uwikłały się konkurencyjne grupy, albo dlatego, że inne ugrupowania są „zbyt skrajne” i będą się ciągle kłócić a „my zapewnimy spokój”. Współcześnie to ciągła walka o poparcie i o głosy wyborców, a w rezultacie o władzę i pieniądze.

O co chodzi z dzieleniem? Po co dzielić? Znów mamy polskie powiedzenie: wbić klin pomiędzy dwie osoby, grupy. Ma to osłabić kłótnią, zająć sporem i zabrać siły, czas, uwagę. Manipulujący i dzielący wykorzystuje ten brak czasu, sił i uwagi wobec siebie i przechwytuje władzę, przejmuje ważne bastiony, zagarnia terytorium itd.

Jak wygląda to dzielenie? Używa się do tego różnych metod, tzw. socjotechnik. Na przykład rozpętuje się wielką, bardzo emocjonalną dyskusję na temat aborcji i antagonizuje skrajne siły (tę, która chce absolutnego zakazu aborcji, i tę, która chce całkowitej wolności stosowania aborcji), po czym występuje się jako ta centrowa, rozsądna siła, która jest w stanie zaproponować kompromis. Zwróćmy uwagę, że temat aborcji „wraca” regularnie co kilka, kilkanaście lat. Albo przeciwstawia się sobie pracowników i pracodawców, by się kłócili np. o jakieś zapisy prawa pracy. Albo dzieli się nas na „nacjonalistów” i „lewaków”, na „post-komuchów” i „antykomunistów”.

Podziały mogą wynikać z wyznawanych religii, przynależności do danej „klasy społecznej”, pochodzenia etnicznego, poglądów politycznych, systemu wartości, interesów ekonomicznych, podziałów historycznych, sympatii partyjnych.

Czy zwróciliście uwagę, że często spory pokazywane w mediach są takie dziwnie „zero-jedynkowe”, antagonizujące, wyostrzane, a brakuje debaty merytorycznej, prowadzącej do konsensusu?

Na pewno postępowanie na zasadzie „dziel i rządź” to nieczysta gra, to manipulacja, to nieuczciwe podejście do innych, to oznaka słabości, która nie pozwoliłaby wygrać w ramach fair play.

By było co i jak dzielić, a potem w wyniku podziałów przejmować władzę, trzeba było na przestrzeni dziesięcioleci stworzyć odpowiednie mechanizmy, „zasoby” i „narzędzia”, którymi będzie się można posłużyć. Należeć do tego mogą zarówno określone ideologie i struktury, jak i instytucje, organy oraz zapisy prawne, które przygotowują przedpole do dzielenia społeczeństwa w niemal każdej sferze życia. W odpowiednim czasie, przy sprzyjających warunkach te zasoby i narzędzia są uruchamiane i generowany jest konflikt, spór, który podsycany, prowadzi do podziałów w społeczeństwie. Wtedy łatwo jest zapanować nad nami. Nasi przeciwnicy są przebiegli i widząc, że mieczem i karabinem nie da rady nas zawojować, sięgają po manipulację ekonomiczną, prawną i informacyjną, a także po dyfamację i ataki oczerniające.

Przykładem takiego dzielenia ludzi jest osiedle domków zarządzane przez spółdzielnię, w której – w wyniku afer, kłótni o pieniądze, remonty i rozmaite aspekty życia osiedla skłócono mieszkańców tak, że panuje, nieufność, podejrzliwość i awersja do jakichkolwiek form zaangażowania się na rzecz osiedla. Każdy zamyka się w swoim domku i ogródku, społeczność osiedla nie istnieje, a jest tylko „zdziesiątkowany” tłum emigrantów wewnętrznych, obrażonych, egoistycznych, pokłóconych mieszkańców. Takim tłumem łatwo manipulować i rządzić. Ale nie będą to rządy w interesie ogółu mieszkańców osiedla.

Stosowanie zasady „dziel i rządź” sprawia, że społeczeństwo, jak choćby mieszkańcy owego osiedla, jest podzielone, rozbite i funkcjonuje na zasadzie rywalizacji, podejrzliwości i wyniszczania się. Efektem jest to, że jako pojedyncze jednostki jesteśmy niezdolni do współdziałania i współżycia, do zbudowania wspólnoty i wspólnych struktur. Zapanowuje bierność, marazm, ucieczka od spraw ogółu.

A co mówią nam nasi przodkowie i nasza religia? „Kupą, mości panowie!”, Jedną gałązkę złamiesz, ale wiązki gałązek już nie, „Jednością silni”. „Zgoda buduje, wojna rujnuje”, „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.

Jak można bronić się przed taktyką „dziel i rządź”? Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, co się dokoła nas dzieje. A więc edukacja, znajomość historii (ludzie odcięci od korzeni są podatni na kłamstwo), organizacji życia zbiorowego, większa rola suwerena, czyli narodu, w sprawowaniu władzy – nie tylko raz na cztery lata przy urnie wyborczej. Oczywiście – współdziałanie, współpraca, jednoczenie się, wzajemna pomoc, oddolna samoorganizacja. Trzymanie się tradycyjnego systemu wartości, Dekalogu.

Dodaj komentarz