Nauczyciel to piękny zawód, ale za co podwyżki po 1000 zł?

Ten tekst nie jest atakiem na nauczycieli! Bardzo szanuję ich pracę!

Nauczyciel to piękny i potrzebny zawód. Sam uczyłem i wiem, ile to wymaga przygotowań, cierpliwości, odporności, wysiłku, by dobrze uczyć. Nauczyciel powinien dobrze zarabiać, i mieć prestiż, jak to było kiedyś – za I i II Rzeczypospolitej. Niestety, lata po 1945 roku spowodowały dewaluacje tego zawodu, poprzez negatywny dobór ideologiczno-polityczny i finansowy (niskie pensje). Dziś nauczyciele to nie jest ta pozytywna elita, którą chcielibyśmy w nich widzieć, niestety.  Według relacji znajomych, własnych obserwacji w szkołach (także jako rodzic), zaryzykuję tezę, że duża większość – może jakieś trzy czwarte – nauczycieli, to są bardziej urzędnicy szkolni, niż nauczyciele z powołania. Nauczycieli z powołania od razu się wyczuwa. Pamiętam moją wychowawczynię sprzed lat – kobieta angażowała się, by nas nauczyć, wychować, obudzić, gdy ktoś z nas wpadał w “letarg” szkolny. To była wspaniała pani pedagog. Potrafiła przyjść na siódmą i douczać słabszych ze swojego przedmiotu na zasadzie darmowych korepetycji. Na szczęście ta mniejszościowa grupa nauczycieli z powołaniem ratuje jeszcze resztki polskiej szkoły.

A dziś? U większości nauczycieli widać braki przygotowania pedagogicznego, postawy roszczeniowe i – wspomniane – urzędnicze. Byle trudniejsza sytuacja, a nauczyciel bezradnie rozkłada ręce i albo udaje, ze sytuacji nie widzi, albo odsyła do dyrektora. Nauczyciele wciąż uczą dużo za bardzo “encyklopedycznie”, zamiast uczyć myślenia, zaradności i rozumienia procesów. Brakuje często pracy zindywidualizowanej, w większości klas panuje atmosfera “cicho, dajcie mi święty spokój, muszę zrealizować program”.

Dlatego, gdy pożyteczni idioci lub politykierzy podjudzają do nieetycznego strajku (strasząc uczniów i rodziców, że nie będzie egzaminów i promocji do następnej klasy – sic!!!), to ja się pytam: a za co chcecie, związkowi aparatczycy, podwyżek o 1000 złotych? w każdej szanującej się firmie podwyżki są wtedy, gdy wzrasta marża, efektywność pracy, sprzedaż. A w szkole? Gdzie są te wasze dużo lepsze wyniki pracy, które można by zilustrować międzynarodowymi testami (np. pisa) i konkursami, olimpiadami, poziomem punktów na egzaminach, sukcesami spółdzielni uczniowskich lub innych kółek zainteresowań, opracowaniami tematycznymi, konstrukcjami, wystawami artystycznymi, osiągnięciami sportowymi, muzycznymi, naukowymi? Gdzie jest ta wyższa efektywność nauczycieli, ciał pedagogicznych i szkół?

Dlatego jestem za decentralizacją finansowania szkół, za bonem oświatowym, którym do osiągnięcia pełnoletności ucznia dysponują jego rodzice. To spowoduje dużo większą różnorodność, konkurencję między szkołami, wybory rodziców (“głosowanie nogami”), a także mocno odpolityczni szkołę, która dzisiaj jest używana jako narzędzie sporu między partiami, robiąc z młodzieży szkolnej zakładników. A to jest skandal!

Płace nauczycieli powinny być uzależnione od wyników ich pracy, zaangażowania oraz uznania przez rodziców i uczniów. Ale, na pewno, nauczyciel po 2-3 latach stażu zawodowego powinien zarabiać kwotę w okolicy średniej krajowej, a doświadczony, DOBRY nauczyciel w dobrej szkole – w okolicy dwukrotności średniej krajowej. W końcu to priorytet, edukacja młodzieży, a jak pisał ongiś Kanclerz Jan Zamojski, „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…”. Kropka.

Dodaj komentarz