Polityka edukacyjna Polski – cz. 6

Nauczyciel.

Jedną z najbardziej oczywistych prawd w edukacji jest to, że dobry nauczyciel potrafi zachęcić i zainteresować uczniów przedmiotem, a kiepski nauczyciel – zniechęcić. Nie będę się tu wdawał w definicje “dobrego nauczyciela” czy “złego nauczyciela” – intuicyjnie większość z nas wyczuwa, który jest dobry, a który kiepski. Zatem nauczyciel to jeden z kluczowych czynników powodzenia w edukacji.

Tymczasem od dziesięcioleci mamy do czynienia z negatywną selekcją do zawodu nauczycielskiego – działo się tak w PRL, dzieje się tak w tzw. III Rzeczypospolitej. Jak? Poprzez niskie płace – każdy ambitny, zdolny człowiek chce jak najlepiej zarabiać, więc idzie tam, gdzie mu oferują duuuużo więcej niż w szkole: do korporacji, do biznesu, do wolnych zawodów itd.

Nie pomylę się chyba, jeżeli postawię tezę, że nauczycieli z powołania – pracujących z zaangażowaniem, poszanowaniem uczniów, mających dobry kontakt z młodzieżą i umiejętność przekazywania mądrości – jest w całej populacji nauczycielskiej ok. 10%, czyli co dziesiąty. To jest dramat. Od lat, od dzieci znajomych, krewnych i własnych słyszę o szkole: nuda, nuda, nuda i kilka innych negatywnych określeń.

Zatem co zrobić, aby poprawić sytuację? Po części odpowiedziałem na to pytanie w poprzednim odcinku “Polityki edukacyjnej Polski”: wprowadzić konkurencję szkół zakładanych przez niezależne podmioty i prowadzące naukę swoją własną metodą, rytmem, w samodzielnie ustalonych ramach merytorycznych. Takie szkoły będą się biły o najlepszych nauczycieli, także akademickich, oferując tym dobrym naprawdę dobre pieniądze.

Czyli stwórzmy prawdziwy rynek edukacji, na którym będą konkurować także nauczyciele. Kiepscy z nich “wylecą” z zawodu, bo uczniowie, rodzice, eksperci ich po prostu nie będą chcieli. A jakich będą chcieli? To oczywiście zależy od rodzaju szkoły, jej profilu, filozofii i przyjętego systemu itd. Ale na pewno jest kilka umiejętności, które dobry nauczyciel powinien posiadać – wymieńmy je:

  • bardzo dobra umiejętność prezentowania treści, tworzenia wywodu, dyskutowania, wysławiania się, reagowania na pytania, krytykę, argumentowania, budzenia zainteresowania;
  • bardzo dobra umiejętność zapanowania nad emocjami – swoimi i uczniów, utrzymania dyscypliny bez krzyku i epitetów, nawiązania dobrego kontaktu z młodzieżą,
  • dobra umiejętność obserwacji, wychwytywania motywacji, emocji, problemów psychologicznych uczniów, konfliktów w klasie itp.
  • dobra umiejętność operowania technikami multimedialnymi (komputer, rzutnik, tablica interaktywna, internet itd.)
  • bardzo dobra umiejętność planowania pracy z uczniami, organizowania pracy w grupach, konkursów, debat, pracy projektowej, zadań indywidualnych i pracy “nadprogramowej” na życzenie uczniów;
  • bardzo dobra znajomość psychologii rozwojowej dzieci i młodzieży, etapów rozwoju psychofizycznego, intelektualnego, znajomość form pracy dopasowanych do każdego etapu itp.
  • bardzo dobra znajomość przedmiotu, którego uczy.

To, czy ktoś nadaje się na nauczyciela, nie powinno wynikać z papierków – dyplomów jakichś tam studiów pedagogicznych (moja Babcia, która kończyła przed II wojną światową liceum pedagogiczne była lepiej przygotowana niż większość dzisiejszych absolwentów studiów pedagogicznych!), lecz z praktycznego sprawdzianu wyżej wymienionych umiejętności. Można oczywiście postawić kilka warunków formalnych, np.:

  • wymagania zdrowotne (do szczegółów odsyłam do zespołu praktyków, którzy szybko je opracują),
  • niekaralność,
  • zdany egzamin maturalny (dla szkół) bądź magisterski (dla szkół wyższych),
  • ukończone 24 lata,
  • ukończenie 3-4-tygodniowego kursu nt. funkcjonowania szkoły, systemów ocen, organizacji pracy uczniów itp.,

ale te trzy ostatnie warunki wcale nie są konieczne.

Zmienić się powinna całkowicie filozofia pracy nauczyciela: z przekazywania wiedzy (wiedza jest ogólnodostępna!) w mentora, organizatora procesu rozwoju uczniów, katalizatora i opiekuna. Nauczyciel ma stawiać zadania, pytania, problemy, zaciekawiać, wciągać w dyskusję, pokazywać “za i przeciw”, być arbitrem w sporze między uczniami, ma razem z uczniami poszukiwać rozwiązań, wiedzy, prawdy.

Koniec z nauką ex catedra, z jednostronnym strumieniem komunikacyjnym od nauczyciela do uczniów, z ucinaniem niewygodnych pytań i dyskusji. Koniec z nauczaniem pamięciowym! Mądrość zamiast wiedzy – stawianie na rozsądek, rozum i myślenie, w miejsce dotychczasowego wkuwania faktów! Do dziś pamiętam, gdy w liceum (cztery lata nauki!) mieliśmy raz zastępstwo na lekcji historii, na której nie znana nam nauczycielka tak ciekawie opowiedziała o genezie epoki zwanej Odrodzeniem, że poczułem wiatr historii, jej logikę i sens. Jedna lekcja na cztery lata!

Koniec z uczeniem się “w stadzie klasowym”. Chodzi o indywidualizację – tak jak w handlu postępuje tzw. customizacja, czyli dopasowanie towaru bądź usługi do moich indywidualnych życzeń klienta, tak każdy klient systemu edukacji powinien mieć prawo indywidualizować swój tryb nauki! Każdy ma swoje tempo, swoje zainteresowania, predyspozycje – każdy jest inny! Dlatego nauczyciel musi mieć wiedzę o rozwoju młodego człowieka i umiejętność obserwacji – bo ma dopasować naukę do możliwości, zainteresowań, okoliczności każdego ucznia.

Nauczyciel ma uczyć jak się uczyć, czyli pomagać opanować narzędzia i sposoby pracy umysłowej, bo to zawsze się przyda – wiedza się zmienia, umiejętności narzędziowe pozostają! Chodzi o uczenie się wyszukiwania informacji, analizy, opracowywania jej, weryfikowania, prezentowania, organizowania własnego rytmu nauki.

Nauczyciel ma organizować projekty – nauka powiązana ma być z życiem, z otoczeniem, z autentycznymi problemami, czyli ma być praktyczna i uczyć jak praktycznie rozwiązywać owe problemy, używając wiedzy i mądrości. Dla mojej rodziny symbolem połączenia praktycznej wiedzy i umiejętności jej wykorzystania był bohater serialu, McGyver.

Nauczyciel ma uczyć współpracy i pracy zespołowej – robimy coś wspólnie z innymi a nie rywalizujemy. Synergia, filozofia wygrana-wygrana, wzajemne wspieranie się i powściąganie własnego ego dla dobra wspólnego – o to tu chodzi!

Nauczyciel ma wyławiać i rozwijać talenty – zdobycie Mont Everestu jest wielokrotnie cenniejsze niż średnia 5 z wszystkich ocen! Zatem koniec ze średnimi ocen! Punktujmy osiągnięcia, odkrycia, wynalazki, innowacje, inicjatywę, zaangażowanie i efekty!

Nauczyciel powinien rozszerzać horyzonty, pomagać kojarzyć różne sprawy, fakty, procesy, czyli wspomagać interdyscyplinarność – uczmy widzieć szeroko, uczmy całościowego patrzenia na zagadnienia. Do dziś nie mogę np. wyjść ze zdziwienia, dlaczego w mojej polskiej szkole przy temacie grawitacji nie poruszano zagadnień zakrzywienia czasoprzestrzeni i związanych z tym teorii matematycznych naszego rodaka Stefana Banacha. Przykłady wąskiego „poszufladkowania” można by mnożyć!

Nauczyciel ma być pasjonatem nauczania w swojej dziedzinie, tworzącym chętnie autorskie programy, klasy, podręczniki – kiedyś to istniało, ale dziwnie wyparowało. Taki autorski program dla klasy może napisać grupa rodziców, nauczyciel, jakieś stowarzyszenie – bo jest grupa, która chce i się tym interesuje. Ach, jak można by zaszaleć!

Nauczyciel ma być mentorem, tutorem, coachem, promotorem, doradcą – taka jest prawdziwa rola nauczyciela w trzecim tysiącleciu naszej ery. To nie pan i władca, sędzia i egzekutor, lecz przyjaciel, dający rady, wsparcie, inspiracje, zadający trudne i ważne pytania!

Nauczyciel powinien być wreszcie dobrym przykładem realizowania wartości i zasad przyjętych jako ważne w statucie szkoły.

Na koniec – powinna powstać instytucja “wolnej profesury”, czyli tytułu nadawanego nauczycielom wybitnym przez lokalne i zawodowe środowiska, które wiedzą dużo lepiej niż centralni urzędnicy, kto zasługuje na profesurę lub jakikolwiek inny tytuł. Wolna profesura to cecha prawdziwie autonomicznych uczelni i szkół, to odblokowanie kolejnych barier w rozwoju i edukacji.

W takim układzie jak powyżej, nauczyciel przestaje być “urzędnikiem państwowym”, zaprzągniętym w młyny biurokracji i zniewolonym. Zaczyna być wolnym zawodem, który uzyskuje należną mu rangę społeczną.

Dodaj komentarz