Polityka edukacyjna Polski – cz. 9 – Podsumowanie

Edukacja wymaga radykalnej przemiany. Trzeba edukację wyzwolić, wyrwać z ramek standaryzacji (glajchszaltowania), ideologii, średniactwa (kult średniej!), infantylizmu, z gorsetu państwowości, biurokracji, „ram programowych”, przestarzałych paradygmatów i sposobów finansowania.

Rodzice, konstytucyjnie umocowani do decydowania o wychowaniu swoich dzieci, są pierwszym i najważniejszym podmiotem uprawnionym do decydowania o kształcie szkoły. Oczywiście, wpływ rodziców trzeba zrównoważyć bezstronnymi (nieuwikłanymi emocjonalnie w swoje dzieci) ekspertami, a także nauczycielami oraz przedstawicielami lokalnej społeczności. To swoista kwadratura edukacji: znalezienie dobrej równowagi pomiędzy rodzicami, nauczycielami, uczniami i przedstawicielami państwa (samorządu terytorialnego). Gdy owa równowaga jest naruszona, dochodzi to wynaturzeń, bo ta strona (z wymienionych czterech), która uzyska przewagę, zaczyna wprowadzać zmiany wynikające z jej perspektywy, zaniedbując perspektywę pozostałych trzech grup.

Celem edukacji ma być swobodny rozwój odpowiedzialnego człowieka, świadomego swych praw i obowiązków, prospołecznego, wyposażonego w rozmaite umiejętności zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i talentami, silnego moralnie, gospodarnego, przedsiębiorczego, twórczego i myślącego.

Szkoła ma stawiać właściwe wzorce: poprzez dobrych nauczycieli z powołaniem, właściwe postacie bohaterów literackich, właściwe autorytety, dobrze wybrane projekty i treści. Także poprzez praktyczną naukę współdziałania zespołowego – w spółdzielniach uczniowskich, w procesie wyborów do samorządu szkolnego, w formie projektów zespołowych, wycieczek, konkursów itd.

Każda szkoła ma być autonomiczna – kadrowo, programowo, metodycznie. Konstrukcja systemu oświaty musi dawać miejsce konkurencji programów, metod, pomysłów, musi dawać przestrzeń do indywidualnego rozwoju zgodnego z zainteresowaniami i talentami, musi być efektywniejsza i zorientowana dużo bardziej na praktyczne umiejętności. Finansowanie ma się opierać o bon oświatowy i przedsiębiorczość organu założycielskiego szkoły.

Ważne są zarówno treści nauczania, jak i forma. Konieczne jest unowocześnienie programu i metodyki nauczania. Edukacja ma być przygodą, zaciekawianiem, stawianiem wyzwań, rozwojem zainteresowań i talentów, a nie odrabianiem pańszczyzny i “nudą” przez ileś tam godzin w szkole, jak jest dla wielu młodych ludzi dzisiaj. Motywacją do nauki powinno być zaciekawienie, realizowanie własnych zainteresowań, praca zespołowa, a nie przez przymus i strach. Uczeń ma mieć prawo do eksperymentowania i do błędów. Powinien uczyć się w zmiennych zespołach projektowych zamiast sztywnych klas. Być może warto byłoby w szkołach średnich wprowadzić systemy punktowe jak na studiach.

Trzeba zmienić filozofię pracy nauczyciela – z przekazywania wiedzy na animatora procesu uczenia się. Nauczyciel ma być wolnym zawodem, a nie urzędnikiem. Stwórzmy prawdziwy rynek edukacji, na którym będą konkurować także nauczyciele. Kiepscy z nich “wylecą” z zawodu, bo uczniowie, rodzice, eksperci ich po prostu nie będą chcieli, ci najlepsi będą rozchwytywani.

Na straży systemy edukacji ma stać wybierana przez nas, suwerena, w wyborach powszechnych Narodowa Rada Edukacji, a w województwach – Wojewódzkie Rady Edukacji.

Na pewno trzeba podjąć następujące działania:

  • Zmienić regulacje legislacyjne i prawne;
  • Stworzyć ramy, w których rozwijać się będzie „wolny rynek” instytucji edukacyjnych, programów i koncepcji, oddając inicjatywę w ręce lokalnych wspólnot, obywateli, rodziców;
  • Zmienić system finansowania edukacji – pieniądz powinien iść za uczniem oraz za osiągnięciami;
  • Zmienić sposób kształcenia i przygotowywania nauczycieli oraz przedefiniować ich rolę w kierunku animatorów, mentorów, tutorów, katalizatorów procesu edukacyjnego;
  • Odbiurokratyzować edukację i zlikwidować dotychczasowy aparat urzędniczy edukacji;
  • Przywrócić prawdziwe sprawdzanie umiejętności rozwiązywania problemów, zadań i zagadnień – zlikwidować testy;
  • Odejść od filozofii „średniej ocen” na rzecz promowania talentów, zainteresowań, inicjatywy, osiągnięć i współpracy;
  • Zwiększyć nakłady w budżecie państwa na edukację.

Stworzenie takiego całkiem nowego systemu to duża zmiana, ale nie żadna rewolucja. To jest jak najbardziej wykonalne, jeżeli nikt nie będzie przeszkadzał. Sądzę, że na zbudowanie takiego systemu, począwszy od rekrutacji nowych kadr nauczycielskich na nowych zasadach – p. odcinek “Nauczyciel” (cz. 6), wystarczą trzy lata, a potem będzie zapewne potrzeba dokonania korekt i doszlifowania przez następne dwa lata.

Jakiż impuls pro-rozwojowy dałby Polsce taki system edukacji! Całe roczniki kreatywnych, chętnych do odkrywania nowych horyzontów, dobrze przygotowanych narzędziowo, mentalnie i komunikacyjnie, samodzielnie myślących i zaradnych młodych ludzi zaczęłyby zmieniać pozytywnie nasz kraj i nasze państwo. Samo tego wyobrażenie powoduje, że serce rośnie! Disce Polonia!

Dodaj komentarz