Polityka monetarna Polski – cz. 4 – Pętla długów

Na pewno zauważyłeś, bystry Czytelniku, że od jakiegoś czasu (kilku dekad) nasila się zjawisko zadłużenia. Zadłużone są państwa, przedsiębiorstwa, rodziny, gminy, miasta. Co jakiś czas słychać o bankructwie jakiegoś podmiotu gospodarczego, o niewypłacalności jakiejś gminy, w której wprowadzono zarząd komisaryczny (czy wiesz, że podobno co trzecia gmina w Polsce była lub jest zadłużona tak bardzo, że otarła się o niewypłacalność?), o przejęciu komorniczym majątku jakiejś rodziny czy firmy, o bankructwie państwa (np. bankructwo Argentyny ok. ćwierć wieku temu czy gigantyczne zadłużenie Grecji kilka lat temu). I nic. Jakby nic się nie stało. Potem przychodzą “dobroczyńcy” z propozycjami kredytów na spłacenie starych długów i “odbicie się od dna”, a pętla zadłużenia zaciska się coraz bardziej. Kto jest tego beneficjentem? No, oczywiście, banksterzy, którzy zarabiają w najlepsze na odsetkach, prowizjach itd.

Dlaczego tak się  dzieje? Otóż jest to makiaweliczny plan, wprowadzany w życie od wielu dziesięcioleci, a właściwie stuleci. Jak wygląda zarys tego planu? Po pierwsze, narobić ludziom smaku na dobra materialne, albo rozbudzić potrzebę kupna np. uzbrojenia, bo ktoś (no, kto?) wywołał wojnę. Po drugie, zaproponować pomoc finansową w formie kredytu i pożyczki. Po trzecie, zaproponować takie warunki kredytu, aby nawet z samych odsetek mieć zysk. Po czwarte, manipulować kursami, odsetkami, podażą pieniądza tak, by zawsze mieć nas, kredytobiorców, w garści.

Zaczęło się to tak planowo ponad 400 lat temu, gdy król Anglii zwrócił się do bankierów z prośbą o pożyczkę na potrzeby wojenne, jako że skarbiec królewski był pusty. No, oczywiście, królu, pożyczymy – powiedzieli bankierzy, przecież królowi się nie odmawia – mamy jednak drobną prośbę: gdybyś był łaskaw wydać edykt królewski, na mocy którego będziemy mogli wyemitować pieniądze na taką samą kwotę, jaką tobie pożyczymy. – Król, rad nie rad, będąc w pilnej potrzebie, zgodził się – i bankierzy wyemitowali sporą ilość pieniądza papierowego, który praktycznie nic ich nie kosztował, więc zarobili dużą kwotę, wynikającą z senioratu (renty emisyjnej, patrz poprzedni odcinek). I taki schemat powtarzał się co jakiś czas, tyle, że kwoty były coraz większe. W ten sposób bankierzy uzależnili dwory królewskie i rządy od siebie i swoich pieniędzy. A odsetki spływały do banksterskich skarbców.

Z czasem proceder ten rozszerzył się na wszystko i wszystkich. Fundamentem tego stał się materializm, rozpychający się w umysłach i sercach ludzi od XIX wieku aż po dziś. Materializm filozoficzny (m.in. Feuerbach, Marks) oraz materializm praktyczny, codzienny, czyli konsumpcjonizm, żądza bogactwa i luksusu, żądza pieniądza. Grecy kształcili męskość i odwagę, Rzymianie też. Przez wieki obowiązywał kanon duchowości, rozumienie człowieczeństwa jako synteza honoru, pokory, pracy i ofiarności, zasad i miłosierdzia. Materializm to demolował, zrobił z człowieka pazernego, wygodnego, dużo mniej wrażliwego na sprawy wspólnotowe i społeczne egoistę. Oczywiście, to nie było z dnia na dzień, to trwało wiele dziesięcioleci. Przyspieszyło w dobie mass mediów, poprzez które zaczęto sączyć materialistyczno-konsumpcjonistyczne anty-wzorce, np. w postaci reklam, kreowania “idoli” i “autorytetów”, które  opływają w luksus, mieszkają w pięknych rezydencjach, jeżdżą drogimi samochodami itd. I zawsze, gdzieś między wierszami, przekazywano jak mantrę “ty też możesz to mieć, to jest w zasięgu twojej ręki, damy ci na to pieniądze” – czyli kredyt albo pożyczkę.

I setki milionów ludzi dały się złapać na ten haczyk, stając się dłużnikami banksterów, spłacając dekadami owe kredyty, bojąc się stracić swój mały luksus, żyjąc czasem ponad stan, będąc na łasce banksterów. Tak zaciskała się i do dziś zaciska pętla długu na niejednej szyi człowieka, rodziny, firmy, gminy itd. A banksterzy się cieszą, bo zarabiają krocie…

Powstaje pytanie, skąd banksterzy mają tak dużo pieniędzy na tyle kredytów? Przecież wielowiekowe doświadczenie ludzkie jest takie, że aby komuś coś pożyczyć, to najpierw trzeba mieć. Jeżeli pożyczam sąsiadowi tysiąc złotych, to najpierw musiałem realnie mieć owe tysiąc złotych. Tymczasem banksterzy rozdają kredyty w takich ilościach, że niemożliwe jest, aby mieli tyle depozytów, czyli naszych oszczędności. Zresztą gdybyśmy jako społeczeństwo mieli tak dużo oszczędności, nie musielibyśmy brać tyle kredytów, prawda?

Otóż dawno temu protoplaści dzisiejszych bankierów-banksterów, czyli właściciele zakładów złotniczych, ubezpieczeniowych, lombardów zauważyli, że właściciele depozytów rzadko zgłaszają się w tym samym czasie po odbiór swoich depozytów (złota, kosztowności itd.), co powoduje, że ponad 90 % z nich jest wciąż w dyspozycji banksterów. Zaczęli więc wystawiać dużo więcej kwitów zastawnych (tzn. łącznie na dużo większe kwoty niż wynikałoby to z sumy wartości depozytów), będących swego rodzaju pieniądzem papierowym.

Przyjmijmy, że dany bankster miał depozytów na sumę miliona złotych, ale tylko 10% kwitów zastawnych było w danej jednostce czasu realizowanych zwrotnie (tzn. depozytariusze odbierali swoje depozyty oddając kwity). Bankster kalkulował więc, że może wystawić kwitów zastawnych na 10 milionów złotych, bo ma pokrycie w depozytach na 10% tej sumy. Oczywiście, było to oszustwo, ale tylko on o tym wiedział. Faktem jest, że wystawiając kwity na 10 mln zł, na 9 mln zł nie miał pokrycia, czyli tworzył z niczego (ex nihilo) fałszywy, pusty pieniądz bez pokrycia, tak zwany pieniądz dłużny.

Dużo później, bo w 1971 roku prezydent USA, Nixon, zniósł przywiązanie dolara do złota, i karuzela emisji pustych pieniędzy przyspieszyła w zawrotnym tempie, powodując, że dziś ok. 95% pieniędzy na świecie nie ma pokrycia w realnych wartościach – produktach. Owe 95% masy pieniężnej, czyli jakieś niewyobrażalne kwoty liczone w tryliardach, to po prostu pusty, spekulacyjny pieniądz, który służy banksterom, a nas zniewala pętlą długów, inflacją, kryzysami. Mówi się, że na świecie jest taka góra długów, że nie da się jej spłacić. Można ją tylko zasypywać, drukując coraz więcej pustych pieniędzy albo udzielając coraz większej ilości kredytów, tworząc ex nihilo masę pieniędzy dłużnych w postaci zapisów komputerowych.

Mało tego, rządy pozwoliły bankom na jeszcze większą pazerność i ryzyko: w wielu krajach bank może udzielić kredytów na łączną sumę równoważną 30-krotności wartości wszystkich posiadanych depozytów swoich klientów! W naszym przykładzie liczbowym powyżej była to 10-krotność, teraz aż 30-krotność – a to oznacza, że bankster z naszego przykładu mógłby udzielić pożyczek bez pokrycia, czyli wytworzyć z niczego pusty pieniądz dłużny na kwotę 29 milionów złotych !!! Stosunek łącznej wartości depozytów do dozwolonej łącznej wartości kredytów (w naszym przykładzie 1:30) nazywany jest lewarem.

Stąd pojawiające się od czasu do czasu postulaty powszechnego oddłużenia, wielkiego resetu finansowego, który przerwałby tę szaleńczą, chorą spiralę zadłużania i zaciskania pętli długów na naszych szyjach.

Powiększające się powszechne zadłużenie ma, zatem, dużo wspólnego ze sposobem emisji pieniądza (p. poprzedni odcinek), która jest dziś dzika, rabunkowa, gangsterska, sprywatyzowana w dużej części (prywatyzacja zysków, uspołecznienie kosztów i długów), ale także z oprocentowaniem pieniądza i systemem bankowym, o czym w kolejnych odcinkach.

 

 

Dodaj komentarz