Polityka monetarna Polski – cz. 6 – System bankowy

Co to jest bank? Dawniej mówiło się (a mało bystrzy mówią do dziś) , że bank to instytucja zaufania społecznego. “Masz coś jak w banku”, “na bankowo” – oznaczało 100%-ową pewność i bezpieczeństwo. Ot, proszę, jak wmówiono społeczeństwu takie fałszywe przekonanie. Tymczasem…

Mówi się, że wielu fachowców ma “skrzywienie zawodowe”, że przykłada nadmierną wagę do spraw związanych z własną profesją i pracą. Coś w tym jest, a u wielu osób ma to aspekty zarówno pozytywne jak i negatywne. Bankierzy chyba doznali tak mocnego skrzywienia zawodowego, że zafiksowali się na pieniądz, tracąc z pola widzenia wartości moralne, społeczne i ekonomiczne, a chcąc tylko pomnażać dla siebie posiadane zasoby pieniężne. Zaślepienie i chciwość doprowadziły wielu z nich do wykolejenia i działań anty-społecznych…

Jest taki ponad 3-godzinny film “Mistrzowie Pieniędzy Międzynarodowi Bankierzy Rodziny” (“The money masters. How international bankers gained control of America”), który pokazuje historię walki banksterów z legalnymi rządami. Film koniecznie trzeba obejrzeć, by zrozumieć, co się działo przez ostatnie 250 lat i jak bankierzy zrobili z pieniądza narzędzie władzy nad państwami, obywatelami i gospodarką.

Banki stały się molochami, “które nie mogą upaść”… (hasło z kryzysu lat 2007-2008) A dlaczego “nie mogą upaść”? Bo “biedni” banksterzy by coś stracili. A zatem, ratuje się je z publicznych pieniędzy, naszych pieniędzy. To pokazuje skalę ich władzy. Rządy się przed nimi uginają. Wszystkim założyli na szyje pętle długów i uzależniają od siebie, mają narzędzie nacisków i drenują nas. To nie bankowcy, to banksteria. Dlaczego? Bo rządy, społeczeństwa pozwoliły im na panoszenie się. Pięciu prezydentów amerykańskich, którzy się im sprzeciwiali, zostało zamordowanych. Rodzina carska, która pomogła prezydentom amerykańskim, została wzięta przez banksterów na celownik i zamordowana na początku XX wieku.

Banki przestały służyć nam, obywatelom, społeczeństwom, lecz stały się narzędziami do robienia pieniędzy z pieniędzy, pieniędzy z niczego (pieniądz dłużny ex nihilo, p. odcinek o długach), do spekulacji i narzucania woli banksterów politykom. Dziś mało kto ufa bankom. To jest stan faktyczny. Trzeba go radykalnie zmienić. Oczywiście, wespół z innymi elementami systemu, czyli z oprocentowaniem, emisją pieniądza, rynkami finansowymi itd. Zacznijmy zatem od początku…

Czym ma być bank? Bank ma być instytucją, która:

  1. bezpiecznie przechowuje nasze pieniądze
  2. realizuje przelewy i rozliczenia
  3. udziela kredytów z puli zebranych depozytów

I na tym koniec. Bank nie ma się włączać do działalności inwestycyjnej, ani do zarządzania innymi przedsiębiorstwami. Ma być niejako obsługą gospodarki i państwa w sferze obrotu pieniądza, niczym więcej. W takim systemie banki nie powinny zarabiać na odsetkach, bo będą udzielały kredytów z naszych pieniędzy, a nie ze swoich. W takim systemie banki nie będą tworzyć pustego pieniądza, bo aby udzielić kredytu, najpierw będą musiały mieć realne pieniądze w postaci depozytów. W takim systemie banki nie będą spekulantami, bo nie będą mogły wykonywać ruchów finansowych bez zlecenia klienta zewnętrznego, operującego swoimi pieniędzmi bądź wnioskującego o kredyt. Będą po prostu bezpiecznymi operatorami finansowymi.

Zapyta niejeden, to na czym banki będą zarabiać? Oczywiście, na opłatach za wykonywane usługi. Tak jak taksówkarz bierze opłaty za swoje usługi, czy operator telefoniczny, tak banki będą pobierać opłaty, by pokryć swoje koszty. I będą konkurować tymi opłatami – im lepiej zarządzany bank, tym niższe opłaty i lepsza pozycja konkurencyjna. Suma opłat, które zbierze bank, ma pokryć koszty administracyjne, infrastruktury informatycznej, wynajmu biura, opłat za energię, telefony, a także wynagrodzenia pracowników. I tyle. Bank zarobi dla swoich akcjonariuszy tyle, ile nadwyżki opłat (przychodów) nad wydatkami (kosztami) uda mu się wypracować. Nie będą to więc krocie pieniędzy, a co za tym idzie, rekiny nastawione na wielkie zyski nie będą miały tu czego szukać.

I bardzo dobrze. Dlaczego? Bo jeżeli banki mają być instytucjami zaufania publicznego, nie mogą być zarządzane przez ludzi z “dolarkami w oczach”, nastawionych tylko na wielkie zyski. Banki muszą być dobrze kontrolowane, a najlepszą kontrolę zapewnią im odpowiedni właściciele. I tu dochodzimy do drugiej części postulowanego systemu bankowego: do wymogów związanych z własnością banków.

Banki powinny być nasze, to znaczy należeć do ludzi, którzy tam wpłacają pieniądze, realizują przelewy, ewentualnie biorą kredyty – czyli do rzeszy użytkowników-klientów. Co z tego wynika? A to, że banki w takim systemie nie mogą być oderwane od lokalnej społeczności i gospodarki, a konkretnie, że mogą mieć jedną z następujących form prawno-własnościowych:

  1. Bank spółdzielczy – czyli spółdzielnia, prowadząca bank na użytek swoich członków, a także mieszkańców i instytucji lokalnych. Zyski takiego banku są dzielone wśród spółdzielców lub wykorzystywane na kredyty.
  2. Bank komunalny – bank miejski lub gminny, obsługujący dane lokalne terytorium i jego mieszkańców oraz firmy, którego statutowym zadaniem jest wspieranie rozwoju lokalnego i współfinansowanie (kredytami) lokalnych inwestycji. Współwłaścicielami takiego banku mogą być wszyscy chętni mieszkańcy i przedsiębiorcy z danego terenu.
  3. Bank branżowy – spółka akcyjna, której akcjonariuszami są przedsiębiorstwa danej branży (ewentualnie kilku branż) z części Polski lub z całego kraju. Przykładem może być Bank Cukrownictwa, Bank Budownictwa, Bank Rolny, Bank Energetyki, Bank Kolejnictwa itp.
  4. Bank specjalnego przeznaczenia – np. Bank Gospodarstwa Krajowego, który obsługuje rząd, czy Bank Ochrony Środowiska, który obsługuje projekty i inwestycje związane z ochroną przyrody, środowiska naturalnego, wody i powietrza. Tu  jest  do przemyślenia, kto miałby prawo być akcjonariuszem takich banków – np. gminy i obywatele RP.

Pozostaje jeszcze kwestia banku centralnego, który ma przecież odpowiadać za emisję pieniądza i za nadzór nad całym systemem bankowym. Bank centralny (narodowy) też musi być nasz, polski. A zatem jego właścicielem ma być społeczeństwo polskie, pośrednio albo bezpośrednio. Trudno sobie wyobrazić przedsiębiorstwo bankowe z kilkoma milionami akcjonariuszy, ale z kilkuset już tak. Można utworzyć wybieralną Narodową Radę Polityki Monetarnej (lub inaczej ją nazwać) i wybierać raz na 4 czy 5 lat jej stu bądź dwustu członków w wyborach powszechnych. Ta Rada, złożona z ludzi, legitymujących się odpowiednim przygotowaniem, byłaby taką reprezentacją akcjonariatu, czyli nas wszystkich, i spełniałaby rolę akcjonariuszy. Oczywiście, chodzi tu o fachowców, wybieralnych indywidualnie, a nie z żadnych list partyjnych. Można też wyobrazić sobie, że akcjonariuszami banku centralnego są gminy lub związki gmin, i to one delegują osoby do owej reprezentacji akcjonariatu, czyli do Narodowej Rady Polityki Monetarnej.

Bank centralny odpowiadałby za emisję pieniądza, za bezpieczeństwo systemu bankowego, nadzór nad działalnością banków, utrzymywanie odpowiednich rezerw oraz udzielanie pożyczek rządowi na cele zdefiniowane w Konstytucji. Nie odpowiadałby za stopy procentowe, bo oprocentowanie (p. poprzedni odcinek) byłoby określone w Konstytucji.

Proste? Proste. Utopia? A może za chwilę nie. Pro-społeczne rozwiązanie? Jak najbardziej. Czegoś brakuje lub o czymś zapomnieliśmy? Napisz i uzupełnij – w komentarzu lub mailem.

Dodaj komentarz