Polityka monetarna Polski – cz. 7 – Tzw. rynki finansowe

Rynek oznacza, że czymś się handluje. Rynek rolny to miejsce handlowania płodami rolnymi, rynek mięsny to miejsce kupowania i sprzedawania mięsa, rynek gazu to handel gazem itd. itp. Cóż więc mają oznaczać “rynki finansowe”? Czy ma to być miejsce handlowania pieniędzmi,  walutami, “produktami finansowymi”, tzw. derywatami? Jeślibyśmy się na to zgodzili, to zburzymy przedstawiony w poprzednich odcinkach tego cyklu porządek i zasadę, że pieniądz ma być wyłącznie miernikiem wartości i środkiem płatniczym, a nie towarem.

Po prostu, w logicznym, sensownym, służącym nam, a nie banksterskim, systemie nie ma miejsca na coś takiego jak “rynki finansowe”, ponieważ lichwa i spekulacja pieniądzem jest niemożliwa.

Obejrzałeś, Drogi Czytelniku, filmy takie jak np. “The International” (2009, z Clivem Owen’em i Naomi Watts), “Wilk z Wall Street” (2013, z Leonardo Di Caprio) czy “The Big Short” (2015, z Ryanem Goslingiem, Christianem Bale’em i Bradem Pittem)? Wszystkie nakręcone po kryzysie lat 2007-2008. Obnażają krętactwo, cynizm i chciwość banksterów. Pokazują jak ślepą uliczką jest działanie tych tzw. rynków finansowych, na których nonsens goni nonsens, ale banksterzy na nas zarabiają.

Proponowanie ludziom jakichś dziwnych “pakietów inwestycyjnych”, w których ukryte są toksyczne elementy, a mówiąc wprost: “produkty finansowe”, na których kupujący musi stracić, to jest po prostu przekręt i oszustwo. Tak jak znane nam “kredyty frankowe” lub inne walutowe, które okazały się być produktami z grą na zwyżkę kursu franka czy innej waluty, w której “denominowany” jest kredyt. Fikcja za fikcją, przekręt za przekrętem.

W filmie “The International” jest taka scena, gdy przedstawiciel banku tłumaczy agentowi Interpolu (Clive Owen), że tu chodzi o to, by wszelkie strony konfliktów czy wojen kontrolować poprzez długi: zadłużać, a potem mieć pod kontrolą.

Czy obserwowałeś kiedyś giełdę, zwaną giełdą papierów wartościowych? Giełdę, która dawno temu pełniła rolę rynku akcji przedsiębiorstw i wyceny tychże przedsiębiorstw poprzez rynek, zgodnie z prawem popytu i podaży? Dziś giełda jest przede wszystkim rajem dla spekulantów, jest  kasynem, w którym bogaci i zorientowani w co się gra banksterzy robią nas wszystkich, a przede wszystkim drobnych graczy, w konia.

Dziś tzw. kurs akcji danego przedsiębiorstwa (podobnie, innych papierów wartościowych) na giełdzie nie jest odzwierciedleniem pozycji rynkowej i konkurencyjnej tego przedsiębiorstwa, jego wzrostu wartości, lepszego zarządzania, wyższych przychodów i zysków. Dziś dużo większy wpływ na kursy mają akcje spekulantów, wydarzenia polityczne, emocje rozniecane przez media, w tym tworzenie nieuzasadnionej paniki wokół przedsiębiorstwa, albo medialne kreowanie wyimaginowanej afery, aby zniszczyć tego konkurenta. Dawno już kursy giełdowe przestały być informacją o kondycji przedsiębiorstw. Są tylko narzędziem zarabiania i ograbiania nas przez banksterów.

Dlatego uważam, że – konsekwentnie za rozwiązaniami przedstawionymi w poprzednich odcinkach – nie ma uzasadnienia dla istnienia jakichkolwiek “rynków finansowych”, a transakcje sprzedaży i kupna akcji powinny odbywać się na wolnym rynku w sposób klasyczny: chcę coś sprzedać, ogłaszam to i zbieram oferty.

Oczywiście, na takie dictum wielu spekulantów zawyje i będzie chciało te rozwiązania ośmieszyć. To oczywiste i nie spodziewam się niczego innego. Będą na przykład zarzuty, że niemożliwe będzie w tym systemie obracanie walutami i ustalanie kursu walut. Jest to oczywistą nieprawdą. Jeżeli będzie wolny rynek kantorów walutowych, to kurs będzie się ustalał bardzo rzetelnie. Oczywiście, banki, zgodnie z tym, co pisałem w poprzednim odcinku, nie będą mogły zajmować się obrotem walutami, tzn. działalnością kantorową. Będą mogły jedynie przechowywać nasze zasoby walut na naszych rachunkach i wykonywać nasze zlecenia przelewów walutowych.

Proponowane przeze mnie rozwiązania nie zaburzają rynku – pozostanie przecież wolny rynek akcji, rynek walut, rynek innych aktywów, lecz będą to rynki ogólnodostępne, oddzielone od banków, które – jak w przypadku towarów – będą te rynki obsługiwać finansowo, nie angażując się w sam handel.

Dodaj komentarz