Polityka zagraniczna Polski – cz. 1

Czym jest polityka zagraniczna? Po prostu: przedłużeniem i funkcją polityki (rozwojowej, gospodarczej, bezpieczeństwa) danego państwa. To polityka uprawiana wobec podmiotów zagranicznych (państw, organizacji międzynarodowych i innych) lub razem z nimi w celu generowania i zabezpieczenia własnych interesów państwa.

W tym sensie mówienie, że “niepotrzebny jest Centralny Port Komunikacyjny, bo istnieje taki w Berlinie” (R.Trzaskowski) nie jest aktem polityki zagranicznej, lecz uprawianiem poddaństwa, kapitulanctwa lub jeszcze gorszych rzeczy. Polityka zagraniczna to nie puszenie się, nie gadulstwo, nie naiwne (lub gorzej – jurgieltnicze; jurgielt od niemieckiego Jahrgeld = roczna pensja) oddawanie pola innym, nie donoszenie na swój kraj i swoje państwo, to nie wygrażanie innym podmiotom stosunków międzynarodowych – te wszystkie zachowania są świadectwem niedojrzałości, głupoty, zaprzaństwa lub prywaty. Dojrzała polityka zagraniczna robi swoje po cichu, konkretnie, tworząc fakty, osiągając w negocjacjach efekty, budując przymierza i sojusze, otwierając nowe możliwości, blokując niekorzystne dla nas trendy i potencjalne wydarzenia.

Do tego potrzebnych jest kilka czynników “wyjściowych”, które pozwolą realizować skutecznie politykę zagraniczną:

  1. Spójne w kręgach polityki polskiej rozumienie polskiego interesu narodowego (polskiej racji stanu) – tego brak
  2. Dobre kadry dyplomatyczne, profesjonalne, wolne od konotacji partyjnych, PRL-owskich, od korupcji i nepotyzmu – tego brak
  3. Dobrze zorganizowane i zarządzane służby specjalne, dostarczające służbie dyplomatycznej rzetelne informacje – podejrzewam, że tego też brak
  4. Odpowiednie fundusze na prowadzenie wielostronnej polityki zagranicznej wieloma kanałami i w rozmaitych formach (konferencje, wydawanie materiałów w wielu językach – drukowanych i cyfrowych, aktywność poselstw dyplomatycznych, analizy, badania i think tanki, działalność medialna itd.) – tu pewnie też brakuje sporo.
  5. System “motywacyjny”, tj. przywoływania do porządku tych, którzy łamią solidarny front polskiej racji stanu – tego też brakuje.

 

Dzisiejszym wstępem rozpoczynamy cykl, którym chcemy przedstawić możliwości, kierunki i uwarunkowania suwerennej polskiej polityki zagranicznej, która ma na celu:

  1. Zbudowanie podmiotowości Polski w polityce międzynarodowej (po rozbiorach, okupacji Niemiec Hitlera, okresie sowieckiego zwasalizowania, następnie podporządkowania Polski doktrynie szoku i szkole chicagowskiej oraz wessaniu przez Unię Europejską – niemal nie mamy podmiotowości, lecz raczej się miotamy)
  2. Ochrona polskiego majątku narodowego (bogactwa naturalne ziemi, wody, lasy, pola, nieruchomości, gospodarka, zrabowane dobra kultury).
  3. Zabezpieczenie możliwości rozwoju polskim przedsiębiorstwom poprzez ich ochronę w kraju, rynki zbytu za granicą i inwestycje w obie strony.
  4. Stworzenie bezpieczeństwa dla państwa polskiego.

 

Taka polityka zagraniczna jest możliwa, pod warunkiem, że na jej czele staną ludzie niezależni partyjnie, propaństwowi, myślący, mający pojęcie o tejże polityce i uczciwi. Takich ludzi jest trochę w Polsce, moglibyśmy tu przestawić konkretną listę, ale nie pora i nie miejsce na to.

Na pewno spróbujemy uporządkować nieco pole zwane polityką zagraniczną Polski. W kolejnych odcinkach przedstawimy różne elementy tego “pola”, różne aspekty i kierunki, pokazując, jak wiele rzeczy można prosto osiągnąć, demaskując mity lub bzdury.

Historia polskiej “polityki zagranicznej” nie jest łatwą nauczycielką, bowiem mieliśmy jako Polska mnóstwo w tejże dziedzinie chaosu, zmian, opierania się na nienaturalnych sojuszach, wiele frontów, niezrozumiałych decyzji, zdrad i małości. Niemniej jednak są pewne ramy, doświadczenia, obserwacje, prawidłowości i łańcuchy przyczynowo-skutkowe, które możemy wykorzystać, przywołać, rozważając rozmaite koncepcje, kierunki, doktryny czy alianse.

Nie jest to łatwa materia, łatwo się tu zaplątać i pogubić w morzu przesłanek, uwarunkowań, chciejstw i ambicji. Łatwo stracić dystans, zatracić azymut, ponieważ “tyle się krzyżuje kierunków” w Polsce.

Niezależnie od wszystkiego, mamy na czym budować. Jesteśmy narodem, który stworzył w historii silne państwo – silne wielkością geograficzną i demograficzną, silne gospodarczo i militarnie, silne kulturą i tolerancją.  Niestety, w połowie XVII wieku daliśmy się uśpić i złupić, a potem pogrążyliśmy się w wojenkach i prywacie magnatów. Ostatnie ponad 300 lat to nie był dobry czas dla Polski, to był upadek, rozbiory, niewola, wojny, okupacje, brak prężnego rozwoju. Ale mam nadzieję, że powoli odbudowujemy substancję. Wiek temu odzyskaliśmy niepodległość państwową, wyrosło pokolenie niepodległej Rzeczypospolitej, przezwyciężyliśmy hitleryzm i stalinizm, komunizm i neoliberalizm. Znów wyrosło pokolenie wolne od obcych rządów, pokolenie bez kompleksu “biednego Europejczyka Wschodniego”, pokolenie, które niemal w połowie głosuje w ostatnich wyborach prezydenckich na Bosaka i Hołownię, a więc na kandydatów spoza głównych sił – sił pookrągłostołowych. To ważny znak.

Polityka zagraniczna będzie – czy nam się podoba, czy nie. Nie możemy schować głowy w piasek. Jednak jest jedna prosta zasada, która bardzo w tej polityce pomaga: siłę (państwa) buduje się od wewnątrz, a chroni na zewnątrz. Jeśli mamy mieć silne państwo, liczące się w polityce międzynarodowej, a przynajmniej europejskiej, musimy być silni wewnętrznie, nie skłóceni (czyżby dlatego ktoś na tu skłócał?), prężni gospodarczo, dobrze zorganizowani i konsekwentni, wytrwali, pełni hartu i siły ducha.

Zapraszamy do kolejnych odcinków o polityce zagranicznej Polski.

Dodaj komentarz