Polityka zagraniczna Polski – cz. 2

Czym polityka zagraniczna nie jest?

1. Nie jest ona na pewno upuszczaniem emocji. To jest wyrafinowana gra, w której trzeba myśleć jak szachista, brydżysta, przewidując rozmaite scenariusze rozwoju wypadków i ruchy innych graczy. Tu trzeba mieć informacje, analizować i kojarzyć fakty, układać i testować alternatywne scenariusze działań i reakcje zagranicznych podmiotów..

2. Nie jest polityka zagraniczna narzędziem rozgrywania wewnętrznych sporów w kraju. Takie rozgrywanie to albo prywata, albo głupota, albo zdrada – ewentualnie wszystko razem. Niestety, Polska ma spore, niechlubne tradycje takich działań – od potopu szwedzkiego aż po dziś: a to wysługiwanie się królowi szwedzkiemu, a to carycy, a to królowi pruskiemu, a to zaborcom, a to komunistom i Kominternowi w Moskwie, a to kapitałowi zachodniemu albo ideologom brukselskim w XXI wieku.

3. Polityka zagraniczna nie jest fanfaronadą i bufonadą, zachowywaniem się jak małe dziecko, które tupie, krzyczy, domaga się głośno i nachalnie czegoś, zdradzając swoje cele, plany, słabe punkty i wystawiając się na ostrzał. Nie polega ona na przekrzykiwaniu się, zadzieraniu nosa, udawaniu mocarza, gdy zaplecze liche.

4. Nie jest też polityka zagraniczna tylko reagowaniem na działania podmiotów zagranicznych, odpieraniem zakusów, ataków, czy neutralizowaniem jednostronnych aktów innych podmiotów. To przede wszystkim kreowanie własnej polityki, własnych działań, oddziaływanie na innych, aktywne budowanie sojuszy, wspólnot interesu, sytuacji korzystnych dla Polski bądź sytuacji win-win.

5. Wreszcie polityka zagraniczna nie jest urzędniczym mieleniem papierów. Od tego są służby konsularne czy think-tanki, bądź inne urzędy. Polityka zagraniczna to nieustanne nawiązywanie relacji, pokazywanie korzyści z proponowanych przez nas rozwiązań, rozmawianie, rozeznawanie sytuacji, negocjowanie, propagowanie prawdy historycznej i wskazywanie na wspólnoty interesów, gdziekolwiek one są. To ciągły “taniec na międzynarodowym parkiecie”, w którym potrzebne są wiedza (geograficzna, historyczna, polityczna, o danym kraju itd.), umiejętności rozmawiania i analizowania, negocjowania i uzyskiwania informacji, znajomość języków obcych itd.

6. Nie jest zabawą w konwenanse, etykietę i procedury – na to szkoda byłoby naszych pieniędzy. Oczywiście, znajomość zasad i obyczajów jest potrzebna, ale przede wszystkim konieczne są profesjonalizm, dobra organizacja, świadomość celu i uczciwe, zaangażowane kadry.

7. Nie jest też polityka zagraniczna prywatnym folwarkiem jakiejś partii politycznej, premiera, ministra spraw zagranicznych czy dowolnej grupy interesów – to jest służba państwowa, opłacana z naszych podatków, która ma realizować nasze interesy narodowe.

8. Na koniec polityka zagraniczna nie jest realizowaniem jakiejś doktryny czy ideologicznego kierunku; to po prostu działanie w interesie państwa polskiego i naszego narodu – poprzez zbieranie informacji, propagowanie naszych racji i argumentów, budowanie sojuszy, rozważanie alternatywnych działań i negocjowanie. Bez żadnego zabarwienia ideologiczno-doktrynalnego.

 

Ponieważ praktyka naszej polskiej “dyplomacji” bardzo odbiega od tego, co zarysowaliśmy wyżej, mamy to, co mamy, czyli praktycznie niemal brak polskiej polityki zagranicznej z jej fasadowością, nieefektywnością i brakiem profesjonalizmu. Dlatego w prasie wciąż możemy czytać o “dyplomatołkach”, bierności polskich służb “dyplomatycznych”, podkulaniu ogona przez polskich “dyplomatów” i aferach związanych a to ze skłócaniem środowisk Polonii, a to z jakimiś dziwnymi działaniami jakiegoś ambasadora…

Posługując się figurą retoryczną niektórych dziennikarzy, trzeba by zbudować nasze kadry dyplomatyczne od nowa, czyli “wszyscy won” i “opcja zerowa”. Pytanie tylko, czy miałby kto zbudować te kadry? Myślę, że mądry i rzetelny gospodarz Polski znalazłby odpowiednich ludzi, dziś, niestety, pochowanych w zakamarkach naszej pięknej Polski.

Dodaj komentarz