Polityka zagraniczna Polski – cz. 8

Uwarunkowania polskiej polityki zagranicznej.

Uwarunkowania polskiej polityki zagranicznej są różnorakie. Jeden prosty podział to rozróżnienie między uwarunkowaniami wewnętrznymi (kultura polityczna kraju, mentalność, kadry, doświadczenia historyczne, siła ekonomiczna kraju, bogactwa naturalne, armia i jej siła rażenia, stabilność rządu itp.) a zewnętrznymi (sąsiedzi i ich polityka, organizacje międzynarodowe, globalny układ sił, geopolityka, międzynarodowe przepływy towarowe i finansowe, ideologie, organizacje religijne itp.). Tu od razu dodam jeden komentarz: mamy zasadniczy wpływ przede wszystkim na uwarunkowania wewnętrzne, więc powinniśmy te wewnętrzne czynniki wzmacniać, optymalizować i jak najefektywniej wykorzystywać – tu jest jeszcze ogromna praca do wykonania – czyli zbudować dużo lepszą kulturę polityczną, wykształcić lepsze kadry, wzmocnić gospodarkę i armię, przepracować doświadczenia historyczne.

Ja podzielę uwarunkowania polityki zagranicznej na następujące grupy:

  1. historyczne,
  2. mentalne / kadrowe,
  3. geograficzne (geopolityczne),
  4. ekonomiczne (finansowe),
  5. globalny układ sił,
  6. instytucjonalne.

Ad 1.

Uwarunkowania historyczne są dla Polski trudne.
To niemal półtorawieczny nawyk zachodniego i wschodniego sąsiadów, że Polska nie istnieje jako suwerenne państwo. To zepchnięcie Polski – po jej okresie świetności w wiekach od XV do XVII – do roli przedmiotu (zamiast podmiotu) polityki innych państw.
To brak doświadczeń Polaków w budowaniu własnego, suwerennego państwa na przestrzeni około dwóch wieków, z wyjątkiem dwudziestolecia międzywojennego.
To jałtański podział świata na strefy wpływów i związane z tym zniewolenie Polski pod sowieckim butem – zniewolenie nie tylko polityczne i ideologiczne, ale także mentalne, polegające na wytworzeniu tzw. homo sovieticus, człowieka z autocenzurą, zastraszonego, z nawykami braku odpowiedzialności za państwo i kraj ojczysty.
To trudne, zinstrumentalizowane relacje z narodem żydowskim, którego część nas atakuje i niesłusznie oskarża.
To braki rozwojowe i infrastrukturalne oraz zacofanie technologiczne po okresie komunizmu. To braki w umiejętności gospodarowania, prowadzenia przedsiębiorstw, działalności gospodarczej, radzenia sobie z finansami.
To wreszcie biologiczna eksterminacja narodu (jedna piąta obywateli polskich została wymordowana przez Niemców podczas II wojny światowej, prawie całą elitę intelektualną, polityczną, wojskową wymordowali Sowieci i Niemcy po 1939 roku).

To jest niewątpliwie ogromny ujemny bagaż historyczny, z którym wciąż się nie uporaliśmy. Na tle takich uwarunkowań historycznych nie jest łatwo budować silne, suwerenne państwo i dobrą jego politykę zagraniczną.

Ale są także pozytywne doświadczenie odrodzenia Rzeczypospolitej po I wojnie światowej i prawdziwej suwerenności w XX-leciu międzywojennym, to doświadczenie “Solidarności”, masowego ruchu Polaków, który de facto obalił komunizm, to wreszcie pamięć czasu potęgi Polski, a konkretniej, okresu XVI i pierwszej połowy XVII wieku, to doświadczenie “demokracji szlacheckiej”, tolerancji i współżycia wielu narodów, to pamięć ponad 1000-letniej historii Polski.

Ad 2.

Uwarunkowania mentalne są niedoceniane – sposób postrzegania świata i polityki, nawyki myślowe, systemy wartości, rozumienie i postawa wobec państwa, umiejętność pracy zespołowej, samodyscyplina to czynniki, które mają duże znaczenie.

Jakie są te mentalne i kadrowe uwarunkowania polskiej polityki zagranicznej? Widzę kilka elementów:

  • kompleks wschodniego ubogiego krewnego Europy zachodniej – po części usprawiedliwiony tym, że za czasów PRL i po PRL-u byliśmy rzeczywiście ubodzy w porównaniu z mieszkańcami Europy zachodniej i niewiele mogliśmy sfinansować w porównaniu z ich inwestycjami, fundacjami, propagandą itd. Ale też niepotrzebny, ponieważ nie mamy się czego wstydzić, to nie nasza wina, że nas sprzedano Sowietom i sowiecki but nas uciskał, nie pozwalając się rozwinąć naszej przedsiębiorczości; kompleks niepotrzebny, bo wynikający z materialistycznego patrzenia na świat, a są inne ważne sprawy, takie jak wartości, duch wspólnoty, silna rodzina itd. Niestety, nie zrobiono porządków kadrowych po PRL-u w sferze polityki zagranicznej i jest tam wiele osób właśnie na ten kompleks cierpiących – oni patrzą z zachwytem lub zazdrością na tzw. Zachód, nie dostrzegając istniejących tam niebezpiecznych zjawisk, idealizując go i często “płaszcząc” się przed nim, podlizując mu się, a czasem stając przed nim “na baczność”;
  • niskie płace i idąca za tym postawa dorobkiewicza – niskie płace powodują, ze człowiek nie ma spokojnej głowy do pracy, bo musi “wiązać koniec z końcem”, samemu wykonywać wiele prac, które mógłby zlecić komuś za opłatą, powodują u niektórych pewien kompleks kogoś gorszego, stwarzają sytuację pokusy “dorobienia sobie” – czy to dodatkową pracą “na boku”, czy w sposób korupcyjny, czy też jurgieltniczy – jednym słowem stwarza to duże zagrożenie i bardzo niekomfortową sytuację naszych urzędników służby zagranicznej;
  • brak żywej (przeniesionej przez pokolenia) tradycji uprawiania dojrzałej i suwerennej polityki zagranicznej – polityka zagraniczna to działalność długofalowa, gdzie zgromadzona wiedza, doświadczenie, wypracowane ścieżki i metody mają spore znaczenie; tymczasem my mamy nie tylko zerwaną ciągłość (rozbiory, okupacja hitlerowska, okupacja komunistyczna), ale także fatalną politykę kadrową od wielu dekad, polegająca na zatrudnianiu “swoich”, “znajomych królika”, czyli kumpli, pociotków i kolegów partyjnych. Efektem jest brak dobrej kadry, brak profesjonalizmu i – poprzez rwanie ciągłości – brak przekazywania doświadczeń i wychowywania dobrych młodych dyplomatów przez starszych ich kolegów;
  • dopasowanie do środowiska “dyplomatycznego” przeżartego sitwami po-PRL-owskimi – jest ogólnie wiadome, że nie było żadnej weryfikacji czy odnowienia kadr służby zagranicznej po PRL-u, wręcz odwrotnie, sitwy po-PRL-owskie okopały się w dyplomacji bardzo mocno. Za tym szło i idzie dobieranie do siebie “swoich”, posłusznych i “poprawnych  politycznie”, a potem “psucie” ich w trakcie pracy; efekty są tragiczne, czego przykładem byli (są?) ambasadorzy polscy w niektórych państwach świata, którzy zamiast reprezentować polskie interesy, np. skłócali i rozbijali Polonię w tych krajach, nie wspominając o gorszych zachowaniach.

Ad 3.

Uwarunkowania geograficzne (geopolityczne) – często słychać, że Polska ma fatalne położenie geograficzne, bo między Niemcami a Rosją, zaś ja twierdzę, że mamy bardzo dobre położenie: na skrzyżowaniu szlaków komunikacyjnych wschód-zachód i północ-południe; jesteśmy w centrum Europy, mamy okazję zarabiać na transporcie i tranzycie ludzi i towarów; możemy szybko dowieźć do różnych krajów Europy nasze towary; możemy korzystać z rozwoju gospodarczego Niemiec; mamy wokół wiele krajów i narodów, które tak jak my doświadczyły sowieckiego komunizmu; mamy wiele wspólnych tradycji – kulinarnych, kulturalnych, architektonicznych, infrastrukturalnych. Bez Polski nie można przeprowadzić żadnego ogólnoeuropejskiego projektu infrastrukturalnego, obronnego, transportowego. Mamy dostęp do gór, jezior, morza, mamy klimat pozwalający na samowystarczalność żywnościową. Z Polski można w ciągu 2-3 godzin dolecieć do niemal wszystkich europejskich stolic. Mamy bogactwa naturalne i kraj stabilny sejsmicznie. Jesteśmy naturalną “bramą” do Unii Europejskiej ze strony Chin i ich Jedwabnego Szlaku. Mamy przyjazne narody sąsiadów: Czechy, Słowację, Ukrainę, Białoruś, Litwę, przez morze Danię i Szwecję, na południu Węgry, Słowenię, Chorwację,Rumunię i Bułgarię. To jest duży potencjał pozytywny.

Jakie są negatywne elementy geograficzne czy bardziej geopolityczne? Wymienia się tu agresywną i nieprzyjazną politykę Rosji, która zachowuje się tak, jakby chciała odbudować swoją pozycję mocarstwową z czasów Związku Sowieckiego i stosuje czasem wrogie gesty typu embargo na nasze produkty lub podobne, jest enklawa kaliningradzka, a właściwie, po polsku, królewiecka, naszpikowana rosyjską bronią. Swoją drogą, Polska dawno powinna się upomnieć o zwrot tej enklawy. Wymienia się także ekspansywną politykę gospodarczą i historyczną Niemiec, jednak trzeba pamiętać, że Niemcy mają dużo interesu w tym, żeby Polska była stabilna, dostatnia i przyjazna. Mówi się o chęci obejścia Polski przez Niemcy i Rosję, np. poprzez gazociąg Nordstream. Jest w tym sporo racji, jednak mamy dobrą współpracę z Norwegią i powstaje nasz gazociąg Baltic Pipe, który dostarczy nam norweski gaz.

Przy wszystkich obawach geopolitycznych wynikających z historii (agresja Niemiec bądź Rosji), trzeba pamiętać, że istnienie Polski jest w pewnym sensie wygodne zarówno Niemcom jak i Rosji, ponieważ tworzy dla obu dużą, bezpieczną strefę buforową. Znam wielu Niemców i Rosjan, którzy zakochali się w Polsce, takiej jak ona dziś jest, w jej kulturze, krajobrazie, gościnności. Charakter narodowy Polaków, ich umiłowanie wolności jest znane wszystkim dookoła, co tworzy dodatkową barierę wobec potencjalnej agresji.

Oczywiście, są i inne zagrożenia, np. trzeba uważać na szowinistów ukraińskich nawiązujących do banderowców, na napływ imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Szczególnie kwestia ukraińska jest otwarta i bardzo aktualna. Jest to kraj oligarchiczny, rozkradany, słaby wewnętrznie i jego rozwój może pójść w różnych kierunkach. z jednej strony mamy tam wielu przyjaciół, ludzi, którzy pracowali lub pracują w Polsce, mówią po polsku, oglądają polska telewizję, z drugiej strony mamy banderowców i szowinistów, a wreszcie mamy dużo Rosjan, szczególnie na Ukrainie wschodniej, zadnieprzańskiej. Podobnie chwiejna zaczyna się stawać Białoruś, czyli dawne ziemie Rzeczypospolitej, na które ochotę ma putinowska Rosja. Nie wolno nam zapominać, że w pasie zachodnich Litwy, Białorusi i Ukrainy żyje ok. 2-2,5 mln Polaków.

Ad 4.

Uwarunkowania ekonomiczne (finansowe) – to jest wielki worek spraw, problemów, zależności.

Jesteśmy już wmontowani w zachodni system bankowy i mamy wiele długów – jako państwo, firmy, rodziny, gminy. Jesteśmy wpleceni w międzynarodowy łańcuch dostaw, będąc dostawcą komponentów i części. Mamy rozmaite warunki, kwoty (np. mleczne!) i obostrzenia nałożone przez Unię Europejską, a nawet system podatkowy jest uwarunkowany regulacjami unijnymi. Nie możemy się bronić cłami przed zalewem tanich towarów z zagranicy (głównie z Chin, ale też z Turcji, Wietnamu itd.), aby wzmocnić nasz przemysł – jak to robiły wszystkie państwa przechodzące “cud gospodarczy” (Niemcy, Japonia, Korea itd.).

Mamy ograniczone przepisami, kwotami i nierównym traktowaniem (p. dopłaty itd.) rolnictwo, które ledwo dyszy pod naciskiem regulacji unijnych. Mamy import tanich owoców i przejęty przez zagraniczne firmy skup owoców i warzyw, przez co rolnicy otrzymują krytycznie niskie ceny za swoje płody rolne i sadownicze, a regularnie słyszy się przykłady nieopłacalności zbiorów owoców, bo cena ze skupu nie pokrywa kosztów. Mamy wreszcie wielkie, zagraniczne sieci handlu detalicznego, które zawładnęły spożywczym rynkiem detalicznym i duszą ceny od dostawców.

Jesteśmy mocno sprzęgnięci z gospodarką europejską, nasza największa wymiana handlowa ma miejsce z Niemcami.

Mamy dużą grupę gastarbeiterów z Ukrainy, co z jednej strony jest wsparciem, z drugiej rodzi zagrożenia.

Mamy niedorozwiniętą jeszcze sieć infrastrukturalną na kierunku północ-południe, choć to się powoli zmienia na korzyść. Mamy przestarzałą i awaryjną sieć energetyczną oraz stare elektrownie, a nie ma programu budowy elektrowni wodnych wraz z tworzeniem zbiorników retencyjnych, które pozwoliłyby poprawić bilans wodny w Polsce – poprawa tego bilansu jest pilna, bo mamy za mało słodkiej wody. Mamy niedomknięty system dywersyfikacji zaopatrzenia w ropę i gaz, co naraża nas na ryzyko działań szkodliwych  ze strony np. Rosji.

Nie mamy wielu naszych produktów finalnych, które możemy sprzedawać na cały świat, nie mamy znanych za granicą polskich marek, nie mamy wielu zaawansowanych technologii, a nawet – co jest uwstecznieniem się – polskiego samochodu osobowego.

Mamy ciągły deficyt budżetowy, a także wyciekające z Polski duże strumienie pieniędzy (w postaci choćby: odsetek od kredytów; opłat za usługi, np. doradcze i marketingowe, centralom firm zagranicznych; ucieczek podatkowych za granicę itd.). Mamy ogromne obciążenia socjalne budżetu (wydatki emerytalno-rentowe i ciągłe dopłaty do ZUS-u, wydatki na ochronę zdrowia, na zasiłki, 500+ i tym podobne). A z drugiej strony mamy tragicznie niski współczynnik osób czynnych zawodowo w wieku produkcyjnym.

Mamy niskie płace i ciągły odpływ wartościowych specjalistów albo do firm zagranicznych, albo za granicę. Wreszcie mamy wciąż słabe zarządzanie gospodarką, uprawianie kumoterstwa, partyjniactwa i nepotyzmu w spółkach z udziałem skarbu państwa.

Efektem tego wszystkiego jest wciąż zbyt niska efektywność polskiej gospodarki, jej zbiurokratyzowanie, niska konkurencyjność, mała siła na forum międzynarodowym. I choć Polska się rozwija, zmienia, porządkuje (p. wsie, drogi, budownictwo), jest jeszcze ogrom do zrobienia. Zbyt duża jest różnica między PKB (łącznym produktem brutto wytworzonym w Polsce) a PNB (produktem narodowym brutto, czyli tym, co pozostaje w kraju).

Całościowo nie daje to dobrego obrazu i propaganda sukcesu uprawiana przez kolejne rządy jest zafałszowaniem obrazu.

Ad 5.

Uwarunkowania globalnego układu sił – to są czynniki od nas właściwie niezależne, ale mające na Polskę wpływ. Należą tu zarówno podział świata na dwa bloki (USA i sojusznicy versus Chiny i sojusznicy), główne strumienie pieniędzy, potęga gospodarcza poszczególnych państw, rozkład broni nuklearnej i baz wojskowych na świecie jak również ideologie narzucane przez międzynarodowe ośrodki polityczne, w tym neomarksizm kulturowy w Europie Zachodniej i USA.

Globalne uwarunkowania przesuwają się z płaszczyzny państw na płaszczyznę bankowo-finansową (pożyczki i kredyty, łupienie odsetkami, przejmowanie dóbr narodowych za długi, naciski polityczne itp.), płaszczyznę międzynarodowych korporacji (karteli), które są zainteresowane rabunkową gospodarką i szybkim zyskiem, oraz na płaszczyznę polit-ideologicznych ośrodków, które wykuwają i narzucają ideologie, trendy, treści medialne i kadry politycznie poprawnych urzędników.

Ten globalny układ sił wciąż ewoluuje – z duopolu USA-ZSRR na chwilę zmienił się w jednobiegunowy świat z supermocarstwem USA, teraz zaś zmienia się w wielobiegunowy świat USA-Chiny-UE-Rosja, świat w którym kluczową rolę odgrywać będą Ameryka Północna, Azja i Europa, czyli zasadniczo półkula północna bez Afryki i Ameryki Łacińskiej.

W powietrzu “wisi” też konflikt między światem muzułmańskim a światem (post)chrześcijańskim, objawiający się w coraz to nowych ogniskach konfliktu.

Dla nas obecny globalny układ sił i mocne “przyklejenie” się do USA stwarza z jednej strony czynnik bezpieczeństwa (odstraszania), ale z drugiej strony – nowe zagrożenia: wszyscy, którzy będą wrogami USA, automatycznie mogą w nas też widzieć wrogów, szczególnie, gdy będziemy się angażować w misje militarne razem z USA.

Ad 6.

Uwarunkowania instytucjonalne – to, oczywiście, przede wszystkim NATO i UE, ale także ONZ i jego agendy, OBWE, Rada Europy i OECD. To podpisane konwencje i umowy, których jest sporo, ale niektóre są raczej szkodliwe (np. umowy o ochronie inwestycji bądź konwencja stambulska).

Przynależność do organizacji międzynarodowych pozbawia nas cząstki suwerenności, na forum tych organizacji trzeba się dogadywać, negocjować, a potem podporządkować. Są tego czasem dotkliwe objawy jak kary UE dla polskich rolników za nadprodukcję mleka (sic!) czy zakaz wsparcia dla jednej z naszych stoczni. Trzeba jasno powiedzieć, że niemal wszystkie ustalenia w ramach UE są przypasowane do potrzeb i korzyści państw tzw. starej Unii, czyli państw Europy zachodniej. To głównie one korzystają na tych regulacjach, nie mówiąc już o nierównościach wprost – takich jak np. dopłaty rolne.

Największe konsekwencje dla nas ma przynależność do NATO – niejako stojące w opozycji do Rosji i świata azjatyckiego – i do UE, która poza wspólnym rynkiem zaczęła narzucać regulacje w sferze ideologicznej, sądowniczej, społecznej, medialnej i politycznej. Do pewnego momentu przynależność do UE była dla nas korzystna, pobudzała rozwój infrastruktury, miast i wsi. Teraz to się zmienia i korzyści są wątpliwe, a jest dużo sporów, zamieszania, ogromne koszty i mieszanie się UE w nasze sprawy. Projekt EWG, który wyewoluował w UE, zachwiał się, gdy nie powiodły się: 1) wprowadzenie wspólnej waluty na terenie całej Unii, 2) wprowadzenie konstytucji UE, 3) niemiecki plan rozlokowania imigrantów z południa. Do tego doszły: 4) groźny kryzys finansowy w Grecji, 5) wyjście Wielkiej Brytanii z UE, 6) złamanie solidarności energetycznej w Unii przez Niemcy (Nordstream) oraz 7) niemrawość Unii podczas tzw. pandemii koronawirusa. Siły odśrodkowe są duże, a wyraźnie istnieją rozmaite bloki (kraje południa Europy: Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja, Cypr, Malta; kraje skandynawskie: Szwecja, Dania, Finlandia; kraje środkowo-wschodnioeuropejskie: Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Bułgaria, Litwa, Łotwa, Estonia; kraje centralne: Francja, Niemcy, Holandia, Belgia, Luksemburg, Austria; osobno: Irlandia), z których każdy ma inne interesy i lokalne problemy. Unia stała się zbyt polityczna i ideologiczna, by się móc dogadać w gronie 27 państw. Powinna pozostać związkiem 4 wolności: przemieszczania się osób, transportowania towarów, inwestowania i prowadzenia działalności gospodarczej.

Poza wymienionymi organizacjami istnieją też takie, które są nam bliskie geograficznie i historycznie: Grupa Wyszehradzka (sześćdziesiąt kilka milionów obywateli, więc duża siła) oraz Trójmorze (wymienione już Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Bułgaria, Litwa, Łotwa, Estonia plus Austria), zwane czasem grupą ABC (Adriatyk, Bałtyk, Czarne Morze) o potencjale ok. 110 mln ludzi. Grupa Wyszehradzka ma już wiele lat doświadczeń, natomiast Trójmorze jest rozwojowe, ponieważ mogłoby się powiększyć o pozostałe republiki po-jugosłowiańskie, o Grecję, Ukrainę i Białoruś. Trójmorze jest ciekawą i ważną organizacją międzynarodową, która jest przeciwwagą zarówno dla Rosji (ok. 143 mln ludzi) jak i dla Niemiec (ok. 80 mln ludzi), także w sferze gospodarczej. Do tego potrzebne jest rozbudowanie infrastruktury drogowej, szynowej i przesyłowej na kierunku północ-południe. Ważnym elementem jest też wsparcie Trójmorza przez USA.

 – – –

Podsumowując uwarunkowania, trzeba powiedzieć, że są one bardzo liczne i skomplikowane, czasem przeciwstawne, ale nie tylko negatywne. Jest jednak spory potencjał uwarunkowań pozytywnych, które trzeba wykorzystać i prowadzić rozsądną, konsekwentna politykę zgodną z interesem Polski i narodu polskiego. W tym celu trzeba zrealizować postulaty, które przewijają się w odcinkach niniejszego cyklu nt. polityki zagranicznej Polski.

Dodaj komentarz