Relacje z USA i zagranicą – refleksje po spotkaniu Duda-Trump

Na początek truizmy: nie powinniśmy żebrać, kajać się, przepraszać, pytać o zgodę, być na kolanach – wobec żadnego obcego państwa. Powinniśmy dumnie nosić nasze głowy i dbać o polską rację stanu, o polski interes narodowy. Powinniśmy mieć profesjonalne kadry dyplomatyczne a nie zbieraninę “niedokształtów”,  cieniasów, “koryciarzy”, karierowiczów, partyjniaków, “znajomych królika” czy sabotażystów lub agentów. Powinniśmy dbać o Polaków za granicą i wspomagać organizację oraz integrację Polonii w państwach świata. Powinniśmy, powinniśmy…

Cóż, rzeczywistość odbiega mocno od tego, co POWINNIŚMY. Rzeczywistość skrzeczy, mimo uśmiechów panów prezydentów, mimo wielu słusznych słów i spotkań.

Marzę o prezydencie suwerennej Polski, którego inni prezydenci będą szanować, poważać i słuchać – jak wiek temu prezydent Wilson słuchał Ignacego Paderewskiego. Marzę o prezydencie Polski, któremu inni prezydenci będą się przymilać i zabiegać o spotkania z nim. Marzę o prezydencie, który podczas swojej przemowy w dowolnej stolicy świata budzi respekt i przykuwa uwagę, którego słowa dźwięczą jak dzwon i na długo zapadają słuchaczom w pamięć. Marzę o prezydencie, którego przemówienia i odpowiedzi na pytania są tak klarowne, logiczne, słuszne, pełne prawdy i przekonania, że rozbrajają adwersarzy i nawet złośliwych dziennikarzy. Marzę wreszcie o prezydencie Polski, który jest autorytetem też tu w kraju, który ma siłę i odwagę łączenia zwaśnionych i wręcz wrogich obozów politycznych, wytyczania ważnych dla Polski kierunków i projektów, wokół których mogą jednoczyć się wszyscy Polacy, a także zdecydowanego użycia mocnych słów i wielkich wizji, gdy potrzeba. O prezydencie Polski, który jest oczytany, ma wiedzę, aparycję, staranny ubiór i to coś… ten charm, elegancję, dostojeństwo i inteligentny błysk w oku, który jest prostolinijny, prawdomówny, ale i doskonale wiedzący, co i kiedy powiedzieć, czego nie mówić, co wyakcentować oraz jak rozmawiać z różnymi zagranicznymi i krajowymi interlokutorami.

Hmmm… Czy Polska doczeka takiego prezydenta? Czy Polacy dojrzeli już, by wybrać na prezydenta takiego człowieka?

Wysokie wymagania stawiam, powiesz, Czytelniku? Nie, to są normalne wymagania wobec osoby na tak wysoki urząd. Tyle, że PRL zaniżył nam standardy, a kłamczuchy magdalenkowe utrwaliły ten żałośnie niski poziom.

Na tle swoich poprzedników dr Andrzej Duda prezentuje się zdecydowanie lepiej, o kilka klas lepiej. Ale to wciąż za mało, to wciąż dopiero wychodzenie “z piwnicy nad ziemię”. Może to się dalej rozwinie i poprawi? Nie wiem. Ale wiem, że przy D.Trump’ie pan Andrzej Duda wyglądał jak młody żak, któremu bardzo zależy na dobrej ocenie, który bardzo się emocjonuje i cieszy, że aż się jąka i zacina. Rozumiem – młody wiek, zdobywanie doświadczeń, uwarunkowania itd. – tere fere, można zawsze usprawiedliwiać i tłumaczyć. Nie życzę panu Andrzejowi Dudzie źle, wręcz przeciwnie, niech się rozwija i mężnieje, z pożytkiem dla Polski. Może zacznie wchodzić na ten poziom, o którym wspomniałem powyżej…

Jednak ten poziom, ten autorytet, głębia i moc muszą wypływać z wnętrza człowieka, emanować z niego, ugruntowane latami wychowania, kształcenia i pracy. Taką osobowość wyczuwa się od razu, od niej bije dobra energia i jasność. Czekam na mojego wymarzonego prezydenta Polski. Nie żadnego podstawionego przez dziwne zakulisowe siły, nie marionetkę, nie populistę, nie partyjnego karierowicza ani pyszałka czy słabeusza.

Na tego, który poprowadzi Polskę do prawdziwej suwerenności i do wielkości. Na takiego, do którego pasowałby cytat „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12,49) – ogień prawdy, cnoty, solidarności, odpowiedzialności, zaangażowania dla Polski i miłości, ogień, który zapali Polaków do wytężonej (współ-)pracy i przestrzegania ewangelicznych wartości.

Dodaj komentarz